Zakładki:
Art
Co czytam
M/A trackery
Osobowości
Tagi
|
piątek, 09 lipca 2010
FIGHT!
Pojebałem sobie życie, pora pojebać swoje pojebanie! Skasowałem całe porno i większość filmów z dysku. poszedłem spać koło 4.... ZNOWU! Ale walczę cholera!
Dzisiaj mi przyszedł kliker z axa, za każdy epicki wyczyn daję sobie od 5 do 10 kliknięć, za średnie osiągnięcie 3 za małe jedno kliknięcie. To jak zdobywanie doświadczenia w grze, ale nagrodą nie jest rzadki przedmiot, aura czy sława na serwerze tylko moje życie. Wygram swoje życie bo mam już dość przegrywania!
czwartek, 08 lipca 2010
Poważność na śmierć
Kiedy umiera prezydent - śmiejemy się, Gdy mordujemy w grze tysiące ludzi - dobrze się bawimy, W czasie wielkiej tragedii - krytykujemy głupotę władz, Nieważne czy bawimy się do rana, śpiewamy tudzież się wygłupiamy - jesteśmy śmiertelnie poważni. Nie w tedy kiedy nam tego potrzeba.
poniedziałek, 05 lipca 2010
Lalki na salonach
Ponieważ polityka i niemoc w kontekście "wyczynów" jej reprezentantów na ulicy Wiejskiej powodowały u mnie silne, nadprogramowe wydzielanie żółci, postanowiłem jakiś czas temu przestać się interesować polityką. Wielką polityką małych ludzi. Tak jak niektórzy ludzie potrafią się pobić dlatego że jedna osoba lubi seledynowy klub piłkarski, a druga karminowy, tak samo w polityce i poglądach, doszło do tego że oceniamy innych przez pryzmat ich poglądów. Zniknęła dyskusja i rozmowa pojawiły się kpiny, niedowierzanie i plucie na tych co nie są takiego samego zdania - "jak nie jesteś z nami, to jesteś przeciwko nam". Może dlatego że mam dość różne, kontrowersyjne i często niełatwe do zrozumienia poglądy właściwie nigdy nie potrafiłem polubić żadnej opcji politycznej która by mnie cieszyła. Przez ostatnie lata byłem dość zaangażowany w to co oferuje Platforma Obywatelska jednak im bardziej dochodzili do władzy tym bardziej przypominali inne partie rządzące - uśmiechy, słowa, "opozycja nas blokuje" i inne takie wymówki. Myślałem że za rządów PO dojdzie u nas do reformy którą dałoby się porównać do wyczynów pani Margaret Thatcher na wyspach brytyjskich. Byłem w błędzie. Lata pokazały że nieważne jaka etykietka - produkt jest ten sam. Różnice są takie że PiS mydli oczy wzmocnieniem Polski przez odcięcie się od innych krajów, a Po przez jeszcze bardziej otwartą pozycję naszego kraju. Wyszło tak że gówno wyszło.
Jedni ładnie obiecują a drudzy w hitlerowski sposób agitują. Wyszło na to że w naszym kraju obie metody się sprawdzają na tyle skutecznie że Polska podzieliła się na pół. W regionach gdzie wpływy zagraniczne i napływowy kapitał są widoczne wygrał Komorowski. W tym roku wybór jaki padł przed wyborców to nie głosować, głosować na mistrza Yodę lub oddać głos na znaną mordę. Dużo osób zadecydowało że chcą głosować na znaną mordę. Znana morda znana jest - nic nie zmieni ale moja znana morda jest lepsza niż twoja znana morda. Moja znana morda mówi więcej i ładniej niż twoja. Moja znana morda zasługuje na buziaka a twoja na piąchę.
Przeczytałem że doszło u nas do podziału prawie amerykańskiego - w sumie liczą się dwie partie które oferują to samo gówno w innym opakowaniu. No i niestety gówno. (przy okazji dzisiejszego posta sponsoruje gówno - naturalne nawozy z dupy)
A mi coraz bardziej brakuje tego żeby się nie przejmować, żeby chociaż jedną troskę zamienić na głupią obojętność. Każdy ustrój ma wady i zalety ale chyba zaczynam się skłaniać ku powrotowi monarchii. Wybór głowy państwa niezależnie od poglądów ludu, mniejsza administracja, więcej rzeczy da się załatwić na gębę, no i tradycja!
Żeby teraz jeszcze się pojawił taki wódz za którym wszyscy pójdą...
czwartek, 01 lipca 2010
Stess ball i blog
Dzisiaj matka z pracy przyniosła stress ball'a którego wylosowała i chciała go dać kotom... na szczęście argumenty że koty i tak mają siatę zabawek którymi się nie bawią, inną piłke która jest aktywnie w uzyciu od jakiegoś czasu i że ów stress ball jest przede wszystkim dla ludzi zestresowanych i zrobi więcej dobrego mi niż kotom poskutkowało. co poza tym: Podpiąłem drugie konto (to z którego właśnie piszę) pod tego bloga więc będę mógł przy jednym logowaniu oba konta zaliczyć (przy okazji polecam mojego drugiego bloga: karaluchlandia.blox.pl ). P-Model 'Cyborg' (genialnie brzmi w wersji na żywo, perkusista wygląda jak robot :D)
środa, 30 czerwca 2010
NEET
NEET (akronim angielski) [niːt] - not employed in education or training neat (ang.) [niːt] - klawo, fajnie
Bycie NEET nie jest neat. Będąc NEET często zahacza się o bycie hikikomori (jap., dosłownie -'udajacy się na pustelnicze życie', osoba o zaburzeniach psychicznych, w mniejszym bądź większym stopniu, odcinająca się od kręgów socjalnych: społeczeństwa, dalszych znajomych, znajomych lub rodziny). Jako NEET, człowiek, często dochodzi do wniosków że stracił czas szkoląc się w kierunku, w którym teraz go nie zatrudnią. Odkrywa niechęć do utartych schematów i może się przez to alienować.
Czemu w dzisiejszych czasach, prawie każdy człowiek poniżej 30 roku życia doświadczył bycia NEET? Obecnie oglądam anime 'Eden of the east'; młoda studentka spotyka na wycieczce w USA nagiego kolesia w jej wieku i tak się śmiesznie składa, że ów golas ma uratować Japonię i wyrwać ja z recesji. Tyle jeśli chodzi o krótki wstępniak. W 'Eden...' padło fajne stwierdzenie. Chodzi o to że kiedyś NEET to był ktoś kto był wygodnicki i leniwy, a teraz, NEET-em zostaje każdy przez korporacje które zamiast zatrudniać bawią się w rozmowy kwalifikacyjne i szukanie pracowników.
Fajnie że są normy, BHP, szkolenia i całą reszta biurokracji utrudniająca życie, ale jak to jest że kiedyś można było wejść do spożywczaka, pomóc poprzenosić skrzynki z warzywami i właściciel po prostu Ci wypłacał dniówkę bo mu pomogłeś? Czemu teraz większość sklepików, żeby dać nieodpłatny dzień próbny zainteresowanemu, musi mieć na to zgodę z Warszawy? Chyba nam się czas lekko popierdzieliły. Dlaczego zamiast SPRAWDZAĆ się w pracy, zostaję odrzucony na poziomie papierka lub maila? To nie jest tak że ja nie chcę pracować, ale czemu mam wykonywać prace za kwoty które uwłaczają mojej edukacji, inteligencji, godności i nie pozwolą i tak, się utrzymać? Jeśli już mam pracować z zaangażowaniem to chyba nie tak, żebym na jedno piwo w knajpie pracował od dwóch godzin do godziny. Wiem że oczekuję dużo, że mam jakieś dziwne wyobrażenie, ale nie ma co sobie srać na ręce i się cieszyć że coś w łapy wpadło - stawka minimalna to powinno być jednak 10 złotych na czysto, na rękę.
Sprawa numer dwa - chciałem założyć własną działalność gospodarczą. Mam kilka pomysłów, mój przyjaciel wymyślić coś genialnego, i wiecie co? Gówno! Jestem za młody, nie mam biznesplanu! Jestem niedoedukowany! TAK! Bo muszę mieć papierek że wiem że trzeba rozliczać fiskus! Super. Jedno słowo: zajebiście
Jesteśmy w czarnej dupie nie przez wojnę, Rosję czy Niemcy, ale przez własną głupotę!
Co gorsza... zgubiłem klucze i nie mam jak wyjść do urzędu... porażka -___-
wtorek, 29 czerwca 2010
Pomysł na sód.
Po pierwsze, nie wiem ile ludzi czytuje tego bloga, ale mam drugiego! (w sensie, drugiego którego prowadzę bo łącznie mam chyba ze 3 czy 4) No więc drugi mój blog oscyluuje w około moich 'po'tworów. Ja jestem rozgoryczony i niezadowolony, ale Green chwali, więc i na gębie mi się uśmiech pojawił (swoją drogą, róbta co chceta, nie powiem publicznie że pomysł jest fajny mimo iż jest zresztą mniejsza o to...) No więc karaluchlandia.blox.pl to mój blog gdzie są moje rysunki (przynajmniej część).
Teraz od strony technicznej mała podpowiedź - polskie prawo mówi: można ściągać bo nielegalne jest jak się udostępnia. Tak więc, tym którzy ściągają z peba, megauploadów, rapidshareów itd. polecam jdonloader - program obsługujący i organizujący kolejkowanie itd. wielu plików. Koniec z ze ściąganiem jednego filmu pokrojonego na części przez kilka dni ( to tak w ramach Wujka Dobra Rada). Naprawdę fajny.
Nowy temat: Powiem szczerze że zawsze myślałem że psychotropy i inne takie są żółte, różowe i ogólnie, kolorowe... nie. Są białe. A ja bym chciał żółte! i pomarańczowe! pffff
Dzisiaj jestem lekko nakręcony bo jest gorąco. To mnie zawsze nakręca. No i byłem na spacerze nad morzem. Minusy to tłumy a plusy to laski w bikini. Yeah. Jutro idę do urzędu pracy by się zarejestrować jako niepracujący! Yeah, jak fajnie. Może za kilka miesięcy będę dostawać kasę z urzędu! Nie będą to kokosy ale zawsze coś. Teraz czekam na wypłatę za ostatnią akcję co stałem - kupię sobie dwie pary butów jak da radę, ale przede wszystkim, zapłacę za telefon - chyba z rachunków nazbierało mi się ze 120 złotych albo i więcej także będę mógł pisać smski i gadać godzinami!... aha, no tak nie mam z kim. Hmmm, pora wbić na jakiś serwis randkowy i pomarnować kasę na bezprzyszłościowe znajomości. Ciekawe, że jedyna w miarę trwała znajomość została nawiązana przeze mnie poprzez epuls... Życie to zagwostka.
Pora poeksperymentować. No i w końcu zakończyć oblężenie własnego pokoju bo inaczej coś się obawiam że Goe mi nie użyczy swojej gitary jak zobaczy te karaluchy na podłodze... NIE MA ŻADNYCH ROBAKÓW TO ŻART! Jest trochę kurzu i paprochów ale bez mieszkańców z Aurora-7.
Pora zjeść kolację. Na dzisiaj koniec. dobrze jest mieć zadania, to motywuje. tak.
niedziela, 27 czerwca 2010
Wciąż NHK
Mangę przeczytałem jakoś prawie dwa lata temu o ile moją rozchwiana czacha dobrze kojarzy, anime oglądam teraz. W sumie (będzie paplanina o niczym, ostrzegam) trochę irytujące jest że ludzie z góry się patrzą na seriale animowane. Wiem że u nas to poza "Katedrą" i "Piotrusiem i wilkiem" to animacja jest na tak smutnie niskim poziomie że wiele animowanych gifów w sieci jest lepszej jakości, ale to jeszcze nie powód by dyskwalifikować tę dywizję sztuki audiowizualnej. Studia animacyjne takie jak Ghibli czy Gainax na swoje produkcje potrafią wydać 10;20;30 milionów dolarów i więcej, i są to produkcje które na światowych festiwalach (Berlin, Cannes czy Oscary) są bardzo ważnym wyznacznikiem, zarówno jakości, treści, formy i historii. Jednak u nas to wciąż "kreskówki", bo są animowane. Animowany, czyli dla dzieci! A jak!? Tylko dzieci oglądają kreskówki, my dorośli mamy filmy aktorskie i seriale. Bzdury. Kilkoro ludzi którzy po prostu nie trawią japońskich animacji (zarówno przez język jak i inne czynniki) zachwycają się takimi kreacjami jak Ghost in the shell czy AKIRA.
Wiem że nasz Reksio i Bolek i Lolek nie mają jak się bronić przed multimilionowymi produkcjami współczesnymi, jednak geneza tak rozwiniętej sztuki animacyjnej jest dość zaskakująca.
Niekończący się głód, choroby, epidemie, brak perspektyw - bezczelne i bezpodstawne agresje armii japońskiej wyniszczyły kraj do tego stopnia że w zasadzie dopiero na początku lat 80 można było powiedzieć że zaczyna być dobrze. Oczywiście japońskie dobrze to jak nasze super hiper mega fajnie, ale u nas była komuna a u nich tylko terroryści komunistyczni - spora różnica. Tak więc lata 50 - Akira Kurosawa powoli zaczyna eksperymentować z epopeją samurajską w swoich filmach, natomiast reszta filmów to tanie produkcje, tak tanie że bardziej się opłaca robić seriale animowane, które w generalnym rozrachunku, są tańsze, łatwiejsze w produkcji, szybsze i co najlepsze - niektóre sceny, kadry, ujęcia można używać niemalże w każdym odcinku serii (na przykład transformację protagonisty w super bohatera).
Zainspirowany przez animacje Walta Disneya, Tezuka Osamu stworzył lwiątko które powróciło do USA prawie 40 lat później jako "Król Lew" - ale to nie amerykanie zżynają, tylko japońce małpują, no nie? Shojo - opowieści dla dziewcząt, głównie wątki miłosne, problemy dorastania
Wracając do animacji - jeśli jest taki podział ( a to tylko kilka bardziej znanych nurtów, bez podgatunków) to od razu widać iż poziom animacji musi być wyższy niż w naszym biednym Koziołku Matołku... Niestety przymusowy mariaż historii dla dzieci i animacji w naszym kraju jest niezwykle mocny, mimo iż obie strony rzadko kiedy tworzą naprawdę udane pary, wciąż się tworzy takei tytułu, zazwyczaj za państwowe pieniądze - mówię tutaj o kreskówkach z "jedynki" dla dzieci... aż szkoda. Ale z drugiej strony jakoś nie widzę by TVP, które tak namiętnie kręci seriale o wsiach podwarszawskich, księżach i zaścianku, miało zrealizować tytuł dla dorastających nastolatków. Tym bardziej że trzeba by, o boże!, pokazać pierwsze pocałunki i, co gorsze, jak się jakaś młoda para obściskuje! O nie... w TVP takie coś słabo wychodzi kiedy grają to aktorzy, a co dopiero jakby to miało być narysowane i zagrane. Swoją drogą, u nas większość animacji jak już jest tłumaczonych, to są to przekłady z wersji już raz tłumaczonych! Zazwyczaj tłumaczymy tytuły po amerykańskiej korporacji 4kids która znana jest z licznych cenzur, edycji i ogólnie, fatalnych przekładów. Ponad to, to co u nas leci jest raczej mało ambitnymi tytułami - klasyczne pokemony stały się ikonicznym wyobrażeniem na temat seriali Made In Japan. A szkoda. Swego czasu na Poloni1 leciało kilka klasycznych tytułów dla dojrzałego odbiorcy - Generał Daimos oraz Tygrysia Maska. Również inne tytuły, ale te są warte podkreślenia jako właśnie seriale shonen/seinen. Tak jest, i to nie tylko pokemony, Sailor Moon czy Dragon Ball - mamy obecnei wydawany też ambitne tytuły jak Solanin, Suppli czy świeże serie jak Black Lagoon oraz Bleach, Naruto.
w sumie jak z japońskiej animacji przeskoczyłem na polski komiks? cholera
piątek, 25 czerwca 2010
Welcome to NHK
Welcome to NHK to manga (komiks) na podstawie którego stworzono serial anime (animowany) opowiadający życie i degradację hikikomori - jest to o tyle ważna praca gdyż autor sam był hikikomori przez kilka lat i w mandze narysował to co się z nim działo w tym czasie. Z serialu, który wciąż oglądam, bardzo duże wrażenie na mnie zrobiła jedna piosenka.
Przeszło miesiąc
Hikikomori, to ładnie brzmiące słowo po japońsku. Dosłownie znaczy udającego się na pustelnicze życie, w mowie codziennej, znaczy załamany odludek siedzący w pokoju. Jestem hikikomori. Żeby pościelić łóżko muszę sprzątać (przekładać) rzeczy przynajmniej z 5 minut. Co to za rzeczy? Sam nie wiem, ale mam tego więcej niż mogę ogarnąć.
Jestem sobie około miesiąc na lekach, niby działają ale... ale ostatnio znowu miałem dół. Nie chce mi się pracować, pieprzyć, gadać, oglądać. Dwa dni temu sięgnąłem po maszynę do szycia - urodziłem piękną torbę jednak... sam nie wiem. Zwłaszcza wieczorami mi się nie chce żyć.
Nasze małe rodzinne królestwo popadło w poważne tarapaty finansowe a ja nie jestem w stanie pracować, zresztą brat też nie. Nie mogę pracować bo się martwię o siebie, nie mogę się martwić bo się zadręczam tym że nie ma kasy. Jeszcze babcia w szpitalu miała zabieg...
Czuję że jestem porażką jako człowiek. Nie osiągnąłem nic. Mam słabą wolę, za słabą by coś zmienić.
Zaczynam się zastanawiać jak i kiedy skończy się moje życie, znowu. Nie planuję się zabić ale znowu mnie nachodzą takie czarne myśli.
Nie mam pomysłu na życie. Celu, chęci. Wszystko co umiem jest niewystarczające
środa, 05 maja 2010
Child Prey
Hmm nie wiem jak to wszystko napisać bo mam dużo w głowie ale postaram się to jakoś sensownie ogarnąć. Po pierwsze: depresja, ale taka kliniczna. 10 maja idę po kolorowe tabletki i muszę zapisać się na grupę. Czyli na poważnie. Tabletki mają rozruszać organizm w ten sposób że powinno mnie zacząć nosić - co przy moim obecnym stanie oznacza, że wyjdę z domu. Grupa ma pomóc mnie jako ja czyli psychiczne wsparcie - miałem robiony test i wyszło że mam poziom stresu tak wysoki że z nerwów mój organizm się sam wykańcza. Co dalej? Muszę aktywnie szukać pracy, uprawiać jakiś ruch (nawet spacery) no i ta cała terapia tabloidalno-socjalna (lol).
Co do bloga - chyba będę tutaj po prostu wrzucać linki do filmów i od czasu do czasu, coś napiszę. karaluchlandia wróciła i na niej będę raczej pisać o tym co robię (rysowanie głównie).
Śpieszę się na pocztę więc chyba teraz skończę ale mam radę, z doświadczenia życiowego, jak się czuje że coś jest nie tak to marsz do psychologa, najlepiej prywatnego albo z prywatnej kliniki. | ||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||